poniedziałek, 25 maja 2026

BEE GEES - Spicks and Specks


believe me, boy, it ain't good in doing what you never should

BEE GEES                   
Spicks and Specks                                                             
              
1966

gatunek: folk-rock, psychedelic pop, pop
najlepszy numer: How Many Birds
best moments: nadal trójgłosy i mimo wszystko wokale w Where are You (saKKa!)

Monday' s Rain * How Many Birds * Playdown * Second Hand People   I Don't Know Why I Bother With Myself * Big Chance * Spicks and Specks *  Jingle Jangle * Tint of Blue * Where Are You? * Born a Man * Glass House

* * *

Jak już wspominałem w poprzednim wejściu, miałem zamiarro rozprawić się z okresem australijskim Bee Gees w jednym kawałku, skusiła mnie jednak perspektywa podwojenia, you wouldn’t know, kliknięć… A pisząc poważniej, między pierwszym i drugim albem Bidżisów jest jednak parę ważnych różnic. I to – obawiam się – wcale nie na korzyść wydawnictwa niniejszego.

Płyta Spicks & Specks pojawiła się pod koniec roku 1966, kiedy to nad muzyką popularną zaczęły pojawiać się już nowe, interesujące opary. Nie wiem czy termin „psychodelia” zdołał już do tego czasu przypłynąć statkiem do Australii, ale pewnego rodzaju stylistyczne rozprężenie słychać już wyraźnie, a dziwaczne chórki w utworze Where Are You mogłyby sugerować, że chłopaki zaczęły już popalać niedozwolone papierosy, mam nadzieję, że tutaj się mylę. W każdym razie rozrzut stylistyczny i produkcyjny (zdarzają już się podwojenia głosów) między debiutem i jego – jak to ktoś powiedział – nastęcpą jest dość pokaźny, choć całość nadal brzmi dość słabo i niespójnie. Niestety odrzucenie podpórek gatunkowych z Anglii i początki znajdowania przez Bee Gees własnego – nomen omen – głosu to nie do końca o dziwo dobra wiadomość, ale o tym szerzej za moment.
Najbardziej namacalną – i dla mnie dojmującą – różnicą jest częstsze na tej płycie wykorzystanie solowego śpiewu Robina, co jest dla mnie posunięciem – powiedzmy to raz a mocno – w najlepszym razie ryzykownym, a w najgorszym – niesłuchalnym. Tutaj jeszcze Robin produkuje się w miarę nieśmiało, więc bardzo źle jest tylko w jednym utworze. Niestety i Barry zaczął eksperymentować ze swoim ciepłym barytonem, który najlepiej przecież działa bez przesadzonych ozdobników – w Born a Man ten głos jest niby solowy, niby jajcarski, a brzmi to dla mnie bardzo niedobrze. No, ale takie są konsekwencje poszukiwania wokalnej samoświadomości. Muszę tu od razu dopowiedzieć, że to nie jest tak, że śpiewanie Robina potępiam w czambuł - czasem to jego z natury jakoś przesadzone śpiewanie rzeczywiście przyciąga uwagę (np. w całkiem zgrabnej piosence jego autorstwa I Don't Know Why I Bother With Myself) i już teraz słychać, że bardzo dobrze wypadają te utwory w których solowe partie Barry'ego i Robina wchodzą ze sobą w jakiś dialog - tutaj mamy niby drobną, ale też dość zwariowaną pod względem rytmicznym piosenkę Big  Chance, w której najpierw Robin po swojemu jęczy, a potem Barry po swojemu hm prawi kazanie - i jest to wyborne, choć jako się rzekło - drobne, drobne Gibb.
Jeszcze jedna sprawa zaczyna mi jednak tutaj doskwierać, i to na długie lata. Zawsze zastanawiam się przy takich zespołach-kameleonach: co tak NAPRAWDĘ w sercu im gra? Nieszczęsny utwór Jingle Jangle pokazuje – tak jak uprzedzając fakty seria albumów Bee Gees z pierwszej połowy lat 70-tych – że ci, geniusze przecież, mają jakieś dziwne upodobanie do łzawych pieśni, które wloką się jak flaki z olejem, udramatyzowane flaki z olejem. Piszę to z przykrością, ale akurat wolę jak Bee Gees nie do końca są sobą.
No i problem ostatni – zapewne większa swoboda artystyczna i większy wkład braci także w warstwę instrumentalną albumu doprowadziły do kilku zaskakujących i już na rok 1966 mało wybaczalnych błędów w sztuce aranżacji i produkcji. I tak oto jeden z utworów wycisza się w połowie zwrotki, a w dwóch innych zamiast pożądanych solówek czy czymś w tym stylu otrzymujemy w zasadzie dziury w środku piosenki, w takim Glasshouse to wielka szkoda, bo mało słyszalne pianino w owej dziurze to wyraźnie błąd w sztuce a nie wybór artystyczny – a przecież refren w tym utworze jest zaśpiewany w sposób niezwykle kunsztowny i porywający…
No tak, są oczywiście na tej płycie momenty bardzo dobre. How Many Birds to mój bez dwóch zdań ulubiony utwór Bee Gees z okresu szczenięcego. Zaśpiewany na szczęście przez Barry’ego i to bez udziwnień, traktuje wprawdzie o sprawach damsko-męskich, ale na sposób niemal poetycki, a szybujący refren to po prostu majsterszyk. Potężne wrażenie robi też na mnie Playdown. Już na debiucie ostatnie zwrotki piosenek takich jak Could It Be oraz Wine and Women pokazywały, że bracia Gibb mieli we krwi emfatyczne operowanie dynamiką, ale tutaj te kontrasty w harmoniach brzmią już naprawdę rasowo. I nawet łatwo możemy przymknąć ucho na powiedzmy solówkę, która sprowadza się do miauczenia Robina, tutaj jest to nawet zabawne. Tak, momenty są!
Nie do końca należy do nich, jak dla mnie, utwór tytułowy, właściwie pierwszy z wielu szlagierów zespołu. Przeszkadza mi to, że to właściwie wciąż ta sama zwrotka, co zostało sprytnie zawoalowane zmianami tempa i tonacji. Fakt, zwrotka jest bardzo chwytliwa i świetnie wykonana i pokazuje, że zespół był już niemal dorosły. A jeśli chodzi o piosenki w których trochę zmarnował się potencjał melodyczny, to coś dziwnego dzieje się w Tint of Blue, który zaczyna się od zadziornej przesterowanej gitary i ciekawej, bujającej zwrotki na trzy głosy. No i na tym jakby chłopaki poprzestają, dalej już nic ciekawego się nie dzieje poza tym, że ktoś (zdaje się Robin) szaroburo dmie w melodikę. Niemal dorosły zespół, niemal... 
Ale teraz...
W styczniu 1967 bracia Gibb wraz z rodzicami wsiedli na statek do Anglii, z myślą o rozszerzeniu horyzontów artystycznych i komercyjnych dla swojej dalszej kariery. Gdzieś w połowie drogi dowiedzieli się, że piosenka Spicks & Specks stała się ich pierwszym australijskim numerem 1. Ale odwrotu już nie było.
Reszta jest historią, którą – do jakiegoś momentu – opiszemy na kartach niniejszego, panie Wacławie, blo…
…ku mieszkalnego? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autor zastrzega sobie możliwość usuwania komentarzy wulgarnych lub niemerytorycznych w trybie natychmiastowym