piątek, 17 marca 2017

HOLLIES SIng Hollies



The beauty was there to be found
but fading away

Hollies Sing Hollies
The HOLLIES
1969

gatunek: pop-rock, rock
najlepszy numer: Please Let Me Please
best moment: kto wie czy nie jednak przyspieszenie w Why Didn’t You Believe

Why Didn’t You Believe? * Don’t Give Up Easily * Look at Life * Please Sign Your Letters * My Life Is Over With You * Please Let Me Please * Do You Believe In Love? * Soldiers Dilemma * Marigold/Gloria Swansong * You Love ‘Cos You Like It * Reflections Of a Long Time Past * Goodbye Tomorrow

****

Pół roku po zgoła niesmacznym albumie z przeróbkami Dylana, The Hollies wreszcie przedstawili światu zastępcę Grahama Nasha w najlepszym możliwym kontekście – w pełni autorskim, zróżnicowanym a przy tym bardzo (chyba najbardziej w historii zespołu) zespołowym longplayu. Niestety, mimo kilku niesłychanie mocnych momentów, całościowo płyta jednak rozczarowuje i –  niezamierzenie – dość dobitnie pokazuje początek końca zespołu. 

Właściwie album Hollies Sing Hollies podejmuje i przekracza tropy nakreślone przez For Certain Because, tak jakby Clarke i koledzy postawili sobie za cel już nie tylko odejść od radosnego popu na trzy głosy, ale wręcz tę swoją stylistyczną macierz z a r z u c i ć. Być może na papierze/ekranie wygląda to imponująco, że „stare Hollies” sterczy tylko poniekąd w trzech – jak dla mnie oczywiście najlepszych – kawałkach, ale prawda dźwięku jest niestety niezbyt porywająca: większość nowych ujść niewątpliwych talentów chłopaków okazała się ślepymi uliczkami.

Utwory pozostające na owych zachowawczych pozycjach to absolutnie sycący Please Let Me Please, w którym smakowite treble gitary Hicksa mieszają się z trąbkami. Nawet nie wiadomo po co wprowadzone do aranżu smyczki nie zdołają roztrwonić niesamowitej energii zbudowanej – wiadomo – na współbrzmieniu głosów i świeżej melodii… Piosenka jest tak dobra, że prawie można nie zauważyć, że głos Allana Clarke’a zaczyna tracić na dzwonowatości… W Soldiers Dilemma i Goodbye Tomorrow właściwie tych strat w mocy niemal nie słychać, a jeśli już, to można od biedy przypisać je pomysłowi na realizację partii wokalnych, które z uporem maniaka wyprowadzane są na tej płycie z pierwszego planu. Oba wspomniane utwory oczywiście stoją potężnymi melodiami i harmonią, a jednak dla żadnej z nich nie byłoby miejsca na którejkolwiek z poprzednich płyt – pierwsza ma znamiona protest-songu, druga – jakiegoś tam hymnu rockowego. Pytanie: czy nie sprawdziłyby się bardziej jako zwykłe piosenki pop pozostawię otwartym. Czerwieni jednak z tytułów nie zdejmę…

Tak naprawdę Allan Clarke osiągnął (po raz ostatni?) pełnię mocy i kontroli (przy całej swojej „gardłowości”) tylko we wzruszającej folkowej balladzie Marigold. Gdy już prawie rozpływamy się w ciekawie podanej historii o kwiatku znalezionym między kartkami starej książki, utwór nagle nie wiadomo po co przechodzi w szitowo-fantazyjne „rozwinięcie”… To jest najbardziej zaskakujący rys płyty Hollies Sing Hollies – z jednej strony w kilku miejscach na płycie zespół wyraźnie przeliczył się ze swoimi możliwościami wpadając w potrzask niezamierzonej groteski, z drugiej: łopatologiczne przesłanie numerów Please Sign Your Letters i You Love ‘Cos You Like It otwiera pytanie o to kto tak naprawdę rządzi tym statkiem i jakie ma ku temu uprawnienia? A może nikt? Wskazywałyby na to wręcz solowe poletka uprawiane – w kolejności pojawienia się na scenie – przez Hicksa (mądra piosenka pocieszenia), Sylvestra (przynajmniej nie śpiewa nieczysto jak Nash), Clarke’a (o, jego My Life Is Over With You jest naprawdę mocne) i nawet poczciwego Berniego (utwór zarazem przesolony i... nijaki). Przynajmniej pierwsze trzy z powyższych są niewątpliwie urocze i udane, ale też w każdym pobrzmiewa mi jakaś fałszywa nutka… niepewności? Przerośniętej ambicji?

Przerośnięta ambicja zdecydowanie przekreśla otwierającą całość piosenkę pseudo-gospelową. Niby jako chrześcijanin powinienem się cieszyć, że Why Didn’t You Believe poniekąd daje odpór niebywałemu w tamtych czasach atakowi różnorakich Omów, niestety piosenka Terry’ego i Allana tchnie nachalnym poczuciem wyższości: you crucified the man who came to save us… A wy to nie, panowie? Choć trzeba przyznać, że przełamanie w szybkim tempie niesamowite – genialnie tutaj bębni Bobby – nie wiem czy brzmienie werbla w tym i następnym numerze to nie jest mój ulubiony sound bębnów w latach 60-tych? No i pomysł z przyspieszeniem akurat takiego metrum na końcu utworu bardzo ożywczy! 

Nie bardzo potrafię za to znaleźć cokolwiek pozytywnego w piosence Do You Believe In Love? No dobrze, John Lennon pożyczył linijkę there ain’t no doubt about it do swojego I’m Losing You (chyba nikt tego jeszcze nie zauważył, brawo ja), ale generalnie jakoś ten rock zespołowi Hollies nie bardzo służy. A niestety to taką drogą zechcieli później pójść.

Dużo jest na tej płycie wielkich momentów. Cieszmy się nimi, bo niedługo wszystkie zabiorą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autor zastrzega sobie możliwość usuwania komentarzy wulgarnych lub niemerytorycznych w trybie natychmiastowym